Wanda

Wanda lubi spacery, szczególnie te w Górce, koło Poznania. Zna każdy skrawek pola, zakamarek łąki, strumyk przy zagajniku i las, który przemierza jak kozica. Idzie szybko, bo wtedy może więcej zobaczyć. A jest na co patrzeć. Dziurawce, chabry, maki, dzwonki, dziewanna nie pozwalają Wandzie przejść obojętnie, bo polna łąka jest królestwem Wandy.

Takie zwyczajne kwiaty, pospolite i bez uroku, w rękach Wandy nabierają nowego blasku. Wanda znajduje im nowe miejsce. Układa je w bukiety, żeby za chwilę wstawić do wazonu. Patrzy na nie intensywnie. Chce zapamiętać ulotną kruchość łąki i utrwalić na obrazie pastelową kredką.

Kwiaty Wandy stoją w kolorowych wazonach w poznańskiej pracowni, w kamienicy na Mickiewicza, gdzie jeszcze niedawno na ścianie nieistniejącego już kina Bałtyk wisiał filmowy neon Mieczysława Skrobackiego, męża Wandy.

Wanda Skrobacka z domu Przelaskowska maluje od dzieciństwa, już prawie 65 lat. Zawsze była szalona i nie z tej ziemi, jak wtedy, gdy jako najmłodsza spośród czterech sióstr uciekała na dach domu w Sarbinowie, żeby podglądać chłopów stawiających na polu snopki. Kiedyś zasnęła na łące tak głęboko, że opaliła sobie tylko jedną stronę twarzy. Zawsze dotrzymywała słowa, nawet wtedy, gdy obiecała mamie futerko z krecich skórek. Mama prezent przyjęła, chociaż potem przez kilka tygodni wietrzono dom.

Ciekawość ludzi została Wandzie do dzisiaj. Dlatego własny dom zamieniła na przyjazną wszystkim przystań. Goście przychodzą do kuchni. Siadają przy dużym sosnowym stole. O każdym gościu Wanda mówi, że to ptak powracający do gniazda. Siada i słucha. Czasami weźmie na kolana kota, albo otworzy okno, żeby nakarmić gołębie.

Wandy sposób na życie jest prosty. Kochać ludzi, mieć dla nich czas i nie tracić dziecięcego zdziwienia, że świat zadziwia.

Wanda czeka na wiosnę, jesień, lato i zimę. Bo, tak jak od 81 lat, nieustannie nadal chce brodzić po kolana w trawie, z psem, i z koszem grzybów.

Wanda uśmiecha się, gdy rano wychodzi na ganek domu w Górce. Otwiera furtkę i wychodzi na drogę. Pochyla się i robi kilka kroków. Dzisiaj ma pracowity dzień – ułożyć jabłka na stole, nazbierać maków, przenieść kilka ślimaków z drogi na łąkę.

Wanda uśmiecha się i jest wdzięczna życiu, że przez cały dzień może słyszeć swoją ukochaną muzykę, dźwięk otwieranej furtki. Tylko tyle, bo Wanda taka właśnie jest.

Ewa Haczyk, ptak, który znalazł u Wandy przystań.